Poruszenie i konsternacja zapanowały w kręgach radykalnej, skrajnie prawicowej węgierskiej partii JOBBIK, kiedy już na szczeblu komisji parlamentarnej w dniu 2 listopada 2010 r. odrzucony został jej projekt ustawy o obcięciu emerytur węgierskim "SB-kom" i przeznaczeniu uzyskanych środków na świadczenia dla ich "ofiar".
Okazało się przy tym wyraźnie, że za zablokowaniem retorsyjnej ustawy zdecydowanie zagłosowali, nie tylko sami opozycyjni teraz Socjaliści, ale przede wszystkim rządzący obecnie prawicowy FIDESZ, co stało się ogromnym zaskoczeniem dla JOBBIKU jako inicjatora ustawy. Projekt nie wejdzie zatem nawet pod plenarną dyskusję Parlamentu.
Projekt nie wejdzie zatem nawet pod plenarną dyskusję Parlamentu.
W wywiadzie z 5 listopada br. z Levente Muranyi, jeden z weteranów wydarzeń 1956 roku na Węgrzech a obecnie poseł JOBBIKU i jego wiceprzewodniczący, zszokowany odrzuceniem projektu ustawy mówi, że nigdy nie spodziewałby się takiej reakcji FIDESZ - u jaka nastąpiła teraz. Na spokojnie, próbuje jednak ją wyjaśnić - sam, bo ze strony posłów FIDESZ - u, po głosowaniu nie padło ani jedno słowo usprawiedliwienia. Nie ma on (L. Muranyi) przede wszystkim żadnych wątpliwości, że FIDESZ - V. Orbana dalej pozostaje konsekwentnie na gruncie tych samych "wartości narodowych" co JOBBIK. Ale, Muranyi "ma nieodparte wrażenie, że istnieje teraz bardzo silna władza centralna w FIDESZ, która chce decydować o wszystkim i której partyjni "żołnierze" są bez wahania posłuszni, nie bacząc na swoje własne przekonania. Tak, jakby byli poinstruowani aby blokować wszystko co jest autorstwa partii opozycyjnych lub innych posłów. Nie był to dlatego pierwszy tego typu przypadek, a głoszone przez FIDESZ hasło tak zwanej "współpracy narodowej" budzi w posłach tej partii pusty śmiech".
Jako poseł JOBBIKU, L. Muranyi podejrzewa jednak, że za kilka miesięcy politycy FIDESZ-u przedstawią ten sam projekt ustawy jako swój własny. Nie będą oni bowiem, jak przewiduje, cieszyć się niesłabnącą popularnością wiecznie, i kiedy minie okres obecnej euforii, będą potrzebować takich ustaw. Storpedowany ostatnio projekt JOBBIKU dot. "rozliczenia komunistycznych przestępców i obcięcia im emerytur" jest w końcu bardzo zgodny z głoszonymi przez FIDESZ od dawna ideami i ich zamiarami. Aczkolwiek, zapytany czy wierzy również w dotrzymanie wcześniejszych zapowiedzi FIDESZ-u, że po dojściu do władzy ugrupowanie to "rozliczy i ukarze" kiedyś także ostatniego premiera, F. Gyurcsanya i jego wspólników, L. Muranyi odpowiedział, "że jakoś sobie tego ...nie wyobraża". Zwłaszcza, że FIDESZ zablokował także, zgłoszoną również przez JOBBIK jeszcze wcześniej, odnośną ustawę, tzw. "Lex Gyurcsany", zgodnie z którą Gyurcsany już siedziałby w więzieniu (gdyby ten projekt ustawy przeszedł).
Także w dniu 3 listopada 2010 r. Prokuratura Budapesztu w wyniku zakończonego postępowania oddaliła wniosek jednego z posłów JOBBIKU o osądzenie i ukaranie Beli Biszku (ma już 90 lat), byłego ministra spraw wewnętrznych w rządzie J. Kadara (w latach 1957 - 1961) za jego czyny w tamtym czasie i czelność bronienia po dzień dzisiejszy swoich decyzji z przeszłości. Stołeczny Szef Prokuratury ustami swojej rzecznik, Gabrielli Skody wyjaśnił w uzasadnieniu odmowy ścigania, iż: "zakres możliwych w dawnej przeszłości przestępstw nie uzasadnia podjęcia obecnie postępowania". Rzecznik kontynuowała, że: "sądzenie przypadku musiałoby i tak uwzględniać prawo obowiązujące w momencie popełniania czynu". Dodała jeszcze, iż: "międzynarodowe prawo o zbrodniach przeciwko ludzkości też nie ma zastosowania w tym przypadku".
Utrącenie na Węgrzech projektu ustawy JOBBIKU, już na etapie wstępnych prac parlamentarnych, jest znaczącym sygnałem. A to z dwóch powodów.
Po pierwsze, mimo zapędów radykalnych węgierskich prawicowców - nie udało im się doprowadzić do powtórzenia się w cywilizowanej Europie faktu tak niefortunnej regulacji, jak ta która skompromitowała "państwo prawa" nad Wisłą.
Po drugie, ponieważ Prokuratura w Budapeszcie odmówiła sądzenia najważniejszego węgierskiego "SB-ka", uznając zarzuty oskarżenia za pozbawione mocy prawnej.
Oba powyższe fakty pozostają w związku ze sobą. Potwierdzają bowiem , że sprawa tego rodzaju rozliczeniowych ustaw, w Polsce czy na Węgrzech, posiada wymiar czysto polityczny i nie mający żadnego związku z prawem czy rzeczywistą sprawiedliwością. Chodzi tu tylko o polityczną zemstę i odwet, które albo się gdzieś "prawem kaduka" (jak np. "prawem" polskiej preambuły) udadzą inicjatorom albo nie.
Póki co, Węgry są jednak krajem na tyle przesiąkniętym tradycjami demokratycznymi i ideałami prawa międzynarodowego, że zakwestionowanie tam "prawem kaduka" dotychczasowego ładu prawnego - nie wydaje się tak łatwo możliwe.
Nie wydaje się także, aby Węgry mogły stać się kolejnym przykładem potwierdzającym polskie rozwiązanie. Myśleniem "życzeniowym" jest przewidywanie L. Muranyia iż V. Orban sam niebawem skieruje Jobbikowy projekt ustawy jako własny i - w domyśle - mocą woli politycznej FIDESZ-u (jako partii mającej większość parlamentarną) przeforsuje jej wprowadzenie w życie.
Oprócz politycznych przesłanek (które podnosił Muranyi), niemałą rolę w tej ostatniej blokadzie odegrały też przesłanki prawne, a i chyba także te ze służbami specjalnymi w tle. Węgry pod względem dojrzałości i zaawansowania prawnego są jednak bardziej proeuropejskie od Polski, i u nich taki numer jak z naszą ustawą i werdyktem TK - nie przeszedłby (decyzja Prokuratury w Budapeszcie jest tego zapowiedzią).
Opr. materiały prasowe z Węgier.