Brudne ręce marszałka Piłsudskiego, a IV RP
II Rzeczpospolita, pierwowzór państwa braci Kaczyńskich, chodziła na pasku agentów obcego wywiadu - do takiego wniosku można dojść, biorąc na serio sposób myślenia rządzącej prawicy, prezentowany przy okazji lustracji i deesbekizacji. Agenturalny rodowód można przecież zarzucić idolowi bliźniaków - Józefowi Piłsudskiemu, który robił wszystko, aby II RP "nie poznała prawdy& o jego przeszłości. Paradoksalnie, przykład marszałka najlepiej demaskuje nonsens totalnych rozliczeń i pokazuje, czemu IPN-owskie archiwa trzeba zamknąć na kilkadziesiąt lat.
Pod względem nasycenia struktur władzy "agentami" - i to nie własnego państwa, ale obcego, zaborcy - II RP bije swoją następczynię numer trzy i cztery o kilka długości. Weźmy na warsztat służby specjalne tylko jednego z zaborców. Na liście płac Biura Ewidencyjnego Sztabu Generalnego Austro-Węgier (zwanego też H.K. Stelle), czyli wywiadu, znajdował się Józef Piłsudski. &Stefan 2" - bo taki pseudonim nadali mu Austriacy - współpracował od 1909r. Zwerbowany został razem ze swoim najbliższym współpracownikiem, Walerym Sławkiem, późniejszym premierem, któremu zresztą nadano pseudonim "Stefan 1". Obu zwerbował Józef Rybak, szef H.K. Stelle w Krakowie, późniejszy prominentny generał Wojska Polskiego z namaszczenia Piłsudskiego. Zgodnie z obowiązującą dziś wykładnią, można by powiedzieć, że sto lat temu powstał niezły "agenturalny układ".
Piłsudski za swoje raporty dotyczące sytuacji politycznej i społecznej w Kongresówce oraz o zgromadzonych tam siłach rosyjskich brał ogromne pieniądze. Wywiad przekazał mu nawet w 1912r. - spodziewając się wybuchu europejskiego konfliktu - kilka tysięcy karabinów i kilkaset kilogramów materiałów wybuchowych do organizowania akcji dywersyjnych. Co więcej, słynnego "Strzelca" szkolącego bojowców Piłsudskiego w rzeczywistości założył austro-węgierski wywiad, który nawet uzbroił go z własnych arsenałów. Podobnie było z Legionami, mającymi w chwili wybuchu wojny poderwać Kongresówkę do walki przeciwko Rosji. Sama nazwa tej formacji powstała najprawdopodobniej w gabinecie szefa Biura Ewidencyjnego płk. Maksa Ronge. Piłsudski szpiegował nie tylko dla Austriaków. W 1904r. brał pieniądze od wywiadu japońskiego, a pod koniec I wojny światowej związał się prawdopodobnie także z francuskimi służbami specjalnymi.
Marszałek do końca życia ukrywał prawdę. Jego współpracownicy po 1918r. wielokrotnie naciskali na gen. Rybaka, by ten trzymał język za zębami i likwidowali jakiekolwiek zachowane z tej współpracy dokumenty. Mimo tego do dziś zachowały się podpisane przez Piłsudskiego dwa pokwitowania odbioru pieniędzy. Co więcej, część badaczy uważa, że śmierć gen. Wacława Zagórskiego, oficera wywiadu austro-węgierskiego, miała związek z kompromitującą Piłsudskiego wiedzą tego generała. Niektórzy wskazują na cztery inne dziwne zgony osób "dysponujących wiedzą" o kontaktach późniejszego sanacyjnego dyktatora z H.K. Stelle. Z H.K. Stelle kontaktowali się m.in. Aleksander Prystor, późniejszy premier, gen. Bolesław Roja, późniejszy dowódca Okręgu Generalnego Pomorze, Józef Beck, w II RP minister spraw zagranicznych, gen. Edward Rydz-Śmigły, Naczelny Wódz Polskich Sił Zbrojnych oraz gen. Kordian Zamorski, zastępca szefa Sztabu Generalnego i komendant Policji Państwowej.
Gdyby Piłsudski żył nie w II, ale w IV RP, życiorys marszałka wystarczyłby do wpisania go do katalogu tajnych współpracowników i bezwzględnego napiętnowania. Rzecz jasna w imię "dociekania prawdy". Dziś jednak nawet najwięksi krytycy Piłsudskiego i sanacji nie stawiają takich zarzutów. Historia XX wieku ostrzega bowiem przed jednoznacznymi osądami i każe patrzeć na życiorysy i dramatyczne wybory z dystansem. Dlatego inicjatywa lewicy, by zamknąć IPN, a jego dokumenty przekazać Archiwum Państwowemu z kilkudziesięcioletnią karencją na ujawnienie, jest jedynym rozsądnym sposobem na zakończenie lustracyjnego i dekomunizacyjnego horroru. Niech następne pokolenia spokojnie i rozsądnie ocenią 45 lat Polski Ludowej."
CO CZEKA JUTRO SŁUŻBY MUNDUROWE ?
25 listopada 2010 r. Trybunał Konstytucyjny rozpatrzył wniosek OPZZ o stwierdzenie zgodności z Konstytucją RP tzw. ustawy pomostowej. Trybunał uznał, że emerytury pomostowe są zgodne z ustawą zasadniczą. Stwierdził też, że ustawa pomostowa to część systemu emerytalnego, który zakłada stopniowe wygaszanie uprawnień. Sędzią sprawozdawcą był znany nam dobrze z prac TK nad ustawą deesbekizacyjną prof. Andrzej Rzepliński, dziś już nowy prezes tego organu.
"Kiedy z mundurem na emeryturę ?"
Takie orzeczenie to woda na młyn innego, dobrze nam znanego polityka, który reprezentował Sejm przed Trybunałem. Pełniący tę samą rolę w trakcie postępowania nad ustawą z 23 stycznia 2009 r., współautor projektu ustawy deesbekizacyjnej, poseł Grzegorz Karpiński powiedział, że orzeczenie w sprawie ustawy pomostowej pozwoli na likwidację innych przywilejów emerytalnych. "Konstytucyjna zasada równości oznacza bowiem możliwie powszechny system dla wszystkich grup zawodowych".
Z orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego zadowolony jest również Bohdan Wyżnikiewicz z Instytutu Badań nad Gospodarką Rynkową, który - jak napisali dziennikarscy fachowcy od emerytur z "Gazety Wyborczej" Leszek Kostrzewski i Piotr Miączyński - "liczy na to, że kolejnym krokiem rządu będzie wydłużenie pracy policjantów i żołnierzy. Dziś na emeryturę mogą przechodzić już po 15 latach pracy. W styczniu w planie konsolidacji i rozwoju rząd założył, że mundurowi będą pracować jak inni Polacy – do 60 (kobiety) i 65 (mężczyźni) lat. Dotyczyłoby to osób przyjętych do służby od 2012 r."
Włączenie policjantów, wojskowych i funkcjonariuszy innych służb mundurowych do powszechnego systemu emerytalnego to idea, którą od dłuższego czasu głosi wszem wobec i utrwala w świadomości swych czytelników "Gazeta Wyborcza", zamykając się na wszelkie kontrargumenty. Prym wiodą tu wymienieni wyżej dziennikarze oraz wspierający ich: Renata Grochal, Dominika Wielowieyska, Agata Nowakowska i Piotr Machajski. Oto tytuły artykułów poświęconych tej problematyce: "Tną Policji. A co z armią?"(to jeszcze w czasie, gdy ówczesny wicepremier – minister SWiA Grzegorz Schetyna wyszedł z pierwszymi propozycjami nie do odrzucenia), "Rozkaz: Ciąć przywileje" (kiedy MON, aczkolwiek niechętnie, uległ sugestiom Grzegorza Schetyny), "Emerytury mundurowe: będą zmiany"(o tym gazeta była przekonana już w listopadzie 2009 r.), "Przez ZUS chcą do cywila" (chodzi o wypowiedź Antoniego Dudy, że zmiana systemu emerytalnego zmniejszy liczbę osób zainteresowanych służbą w Policji), "Mundurowi do roboty !", "Policjanci miękną" (sugestia, że NSZZ Policjantów rzekomo pogodził się już z "nieuniknionym"), "Kiedy z mundurem na emeryturę ?", "Mundurowi będą pracować dłużej".
Ten ostatni artykuł pióra red. Kostrzewskiego i Miączyńskiego z 1 grudnia 2010 r. spotkał się z ostrą ripostą przewodniczącego ZG NSZZ Policjantów Antoniego Dudy, który stwierdził (na stronach internetowych: www.nszzp.pl, www.fzz-sm.pl), że "uzgodniono ze związkami zawodowymi jedynie podwyższenie podstawy emerytury z 15 do 20 lat służby, pozostałe kwestie nie zostały uzgodnione. Zamieszczone stwierdzenia wprowadzają w błąd czytelników, gdyż, jak autorom zapewne już wiadomo, zapowiedziane w tej sprawie spotkanie z Premierem odbędzie się w dniu 10 grudnia, o godz. 10.00."
Jako autorowi kilkudziesięciu już sprostowań, uwag i wniosków skierowanych do "GW", wypada mi tylko zaznaczyć, że i to nie zostało uwzględnione na łamach tej gazety.
Sędziowie z "ramienia" partii ?
To, niestety nie jedyne wydarzenie z końcowych dni listopada 2010 r., które niepokoi związkowców policyjnych. Drugim było dokonane 26 listopada przegłosowanie kandydatur do Trybunału Konstytucyjnego (2 grudnia zwolniły się 4 miejsca, gdyż dotychczasowi sędziowie zakończyli dziewięcioletnią kadencję). Głosami rządzącej koalicji wybrano 3 nowych sędziów: prof. Piotra Tuleję z UJ (tego wybitnego i wysoko ocenianego w środowisku prawniczym naukowca, oprócz koalicji rządzącej poparł także SLD, posłowie "Polska Jest Najważniejsza" i… większość PiS), mec. Stanisława Rymara i prof. Marka Zubika (poparcie koalicji). Odpadła forsowana przez PiS prof. Krystyna Pawłowicz i kandydat popierany przez SLD prof. Andrzej Wróbel. Mimo że partia ta poparła jednego z kandydatów Platformy, PO nie poparła jedynego kandydata SLD.
Symptomatyczne jest to, że PO zobowiązała swoich posłów do głosowania przeciw kandydaturze osoby, która (prof. Wróbel to sędzia Sądu Najwyższego) ma duże kompetencje i cieszy się szacunkiem swojego środowiska (rekomendacja członków Komitetu Nauk Prawnych PAN). Platforma – jak skomentowała Ewa Siedlecka, dociekliwa i obiektywna obserwatorka pracy Trybunału Konstytucyjnego - "wolała zostawić wakat, niż poprzeć nie swojego, mimo że gwarantował najwyższy poziom".
Wyniki wyborów sędziów Trybunału Konstytucyjnego świadczą wyraźnie, że w dalszym ciągu trwa proces upartyjnienia tego organu, który nie służy dobrej sprawie. "W aspekcie wniosków, jakie NSZZP skierował i zamierza skierować do Trybunału Konstytucyjnego, jest to informacja istotna – napisano na stronie internetowej ZG NSZZ Policjantów. – Niestety, już dużo wcześniej, nie tylko z okazji wczorajszego orzeczenia o zgodności z Konstytucją ustawy o pomostówkach, pojawiają się głosy podające w wątpliwość niezależność Trybunału, o którego składzie decydują partie polityczne. Głosy te mają uzasadnienie w podejrzeniach o możliwe egzekwowanie wierności partyjnej w stosunku do poszczególnych sędziów".
Tej gorzkiej uwagi nie zrekompensuje niestety fakt, że w trakcie debaty, jaka odbyła się w połowie listopada w Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka, ówczesny kandydat na sędziego TK, prof. Piotr Tuleja pytany o najgorsze orzeczenia Trybunału z ostatnich lat, bez wahania wskazał na... werdykt uznający ustawę deesbekizacyjną za zgodną z Konstytucją.
Racjonalizacja – zasłona dymna ?
Trzeci poważny problem przed którym stoją dziś organizacje związkowe to dokument przygotowany w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych i Administracji pt. "Założenia do projektu ustawy o racjonalizacji uposażeń służb mundurowych". To wyjątkowo niechlujnie przygotowane "dzieło" resortowej niedouczonej biurokracji sprowadza się do propozycji obniżenia tzw. chorobowego, jednego z ostatnich już "przywilejów", z których dotychczas mogą skorzystać policjanci.
I w tym przypadku sygnał do natarcia dała niezrównana "Gazeta Wyborcza" z 8 listopada 2010 r. piórami redaktorów: Leszka Kostrzewskiego i Piotra Miączyńskiego, obraźliwym artykułem pt. "Chorowity mundur. Zamiast pracy wycieczka albo dorabianie do pensji". Nieprzypadkowo zamieszczono go na pierwszej stronie.
Już 15 listopada związki zawodowe wchodzące w skład Federacji Związków Zawodowych Służb Mundurowych (NSZZ Policjantów, NSZZ Funkcjonariuszy Straży Granicznej, ZZ Strażaków "Florian", NSZZ Pracowników Pożarnictwa, NSZZ Funkcjonariuszy i Pracowników Więziennictwa) wypracowały stanowisko, które tydzień później przesłano do ministrów: SWiA, Obrony Narodowej, Sprawiedliwości, Finansów oraz komendantów głównych formacji mundurowych i dyrektora generalnego SW. Jest ono dla Założeń… druzgocące.
Na uwagę zasługuje też fakt, że autorzy stanowiska zadali sobie trud znalezienia definicji pojęcia "racjonalizacja". Jedna z nich, z zakresu psychologii, znakomicie, moim skromnym zdaniem, pasuje do dokumentu opracowanego w MSWiA: racjonalizacja oznacza "pozornie racjonalne uzasadnienie po fakcie swoich decyzji i postaw, kiedy prawdziwe motywy pozostają ukryte". Tyle tylko, że prawdziwe przesłanki obniżenia "chorobowego" w służbach mundurowych są dobrze znane. To krytyczna sytuacja budżetu państwa, do niedawna propagandowo sprytnie ukrywana przez koalicję rządzącą (Polska "zieloną wyspą"), w powiązaniu z przyjęciem ideologicznego założenia o wtłoczeniu wojska i pozostałych 10 służb mundurowych do powszechnego systemu emerytalnego i pozbawieniu ich jakichkolwiek dotychczasowych wyróżników "służby" od "pracy".
Problemom tym poświęcony jest również obszerny i mocny "List Otwarty" przewodniczącego ZG NSZZ Policjantów Antoniego Dudy do ministra SWiA Jerzego Millera (obydwa dokumenty oraz "Wnioski ZG NSZZP do ministra SWiA w sprawie badań absencji w służbie" na stronach internetowych: www.nszzp.pl, www.fzz-sm.pl).
Marcel Tabor
ps. W "GW" z 29 listopada 2010 r. niezrównana para Leszek Kostrzewski i Piotr Miączyński podzieliła się swoją radością z czytelnikami w artykule pt. "Jak Trybunał ocalił przedszkolaki" (chodzi o uznanie "pomostówek" za zgodne z Konstytucją). Redaktorzy nie byliby sobą, gdyby nie wtrącili na zakończenie: "Przedszkolaki powinny teraz trzymać kciuki za reformę służb mundurowych. Bo na płacenie na emerytury 37 – letnich zdrowych żołnierzy i policjantów też ich nie będzie stać".
"Dzieciom, które dziś dorastają łatwiej idzie przyswajanie informacji niż ich przetwarzanie – twierdzi psycholog prof. Anna Brzezińska. – Zapamiętywanie niż wyciąganie wniosków". Coś mi się wydaje, że ta przypadłość dotknęła również niektórych żurnalistów.
W trakcie wyborów prezydenckich, 25 czerwca 2010 r. premier Donald Tusk skierował osobisty list adresowany do żołnierzy WP i funkcjonariuszy wszystkich 10 służb mundurowych: Policji, Straży Granicznej, Państwowej Straży Pożarnej, Biura Ochrony Rządu, Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego, Agencji Wywiadu, Centralnego Biura Antykorupcyjnego, Służby Kontrwywiadu Wojskowego, Służby Wywiadu Wojskowego oraz Służby Więziennej (wymieniam je nie według ważności, ale przynależności resortowej i po to, aby uzmysłowić czytelnikom, jak wielka to rzesza ludzi). W niektórych jednostkach list ten podobno odczytywano zbiorowo, lub przekazywano do zapoznania za pokwitowaniem.
"Wiem, że plotka i nieprawdziwe informacje potrafią spowodować negatywne skutki i wywołać nieuzasadnione obawy" – stwierdzał premier, zaniepokojony wzrastającą (zwłaszcza w Policji) falą składania wniosków o odejście na emeryturę w związku z pojawiającymi się w mediach informacjami o pracach nad zmianą systemu emerytalnego służb mundurowych. W krótkim, klarownym liście zapewniał : "Przestrzegam zasady praw nabytych – dyskusja o nowych uzgodnieniach (odprawy i świadczenia emerytalne – MT) może dotyczyć tylko osób, które w przyszłości podejmą pracę (tak w tekście –MT) w tych formacjach".
To było w trakcie wyborów prezydenckich. Do sprawy nurtującej środowisko nawiązał premier również podczas wyborów samorządowych. Na konferencji prasowej we Włodawie na Lubelszczyźnie 13 listopada br. Donald Tusk na pytanie o zmiany systemu emerytalnego podkreślił, że nie można podejmować rozwiązań, które mogą być skutecznie zaskarżone do Trybunału Konstytucyjnego, gdyż prawa emerytalne funkcjonariuszy służb mundurowych mają walor praw nabytych.
"Służby mundurowe, w tym szczególnie Policja, będą pod moim pozytywnym i przychylnym nadzorem" – zapewnił premier, zapominając jakby, że w tejże Policji w roku 2009 waloryzacja płac wyniosła zaledwie 1,9 proc. kwoty bazowej (mniej niż w tzw. cywilnej sferze budżetowej), w roku 2010 w ogóle jej nie było, a na rok 2011 , a także dwa następne zaplanowano zamrożenie waloryzacji płac już w całej strefie budżetowej z wyjątkiem nauczycieli, i jak się niedawno okazało, prokuratorów.
Przejawiający szczególną troskę o żołnierzy i funkcjonariuszy Donald Tusk nie uwzględnił też faktu takiego dobrodziejstwa, jakim było w roku 2009 przesunięcie środków z funduszu nagród i zapomóg dla policjantów na pokrycie zobowiązań rzeczowych, czy też pozbawienie możliwości otrzymywania nagród przez funkcjonariuszy oddelegowanych i zwolnionych ze świadczenia służby do pełnienia funkcji związkowych, już od lipca 2010 r. Nie wziął też pod uwagę, że w chwili, gdy funkcjonariuszy pozbawiono podwyżek płac, jednocześnie w MSWiA podjęto prace nad "Założeniami do projektu ustawy o racjonalizacji uposażeń mundurowych". Pod tą zwodniczą, choć szumną i wprowadzającą w błąd nazwą kryje się po prostu "dzieło" niedokształconej biurokracji: chęć obniżenia stawki za tzw. chorobowe. Na temat tej radosnej twórczości resortowej wypowiedział się w zdecydowanym, choć gorzkim "Liście otwartym" do ministra SWiA Antoni Duda, przewodniczący ZG NSZZ Policjantów (www.nszzp.pl, www.fzz-sm.pl).
Wróćmy jednak do praw nabytych, które – jak słusznie zauważył szef rządu – stanowią podstawę demokratycznego państwa prawa, jak zwykło się określać III RP. Coś mi tu bowiem nie pasuje. Przypominam sobie rozprawy w Trybunale Konstytucyjnym w styczniu i lutym 2010 r. nad tzw. ustawą deesbekizacyjną, która objęła przecież tysiące byłych, a nawet pełniących jeszcze służbę funkcjonariuszy służb mundurowych, wobec których praw nabytych nie zamierzał przestrzegać ani ustawodawca (pospołu posłowie PO i PiS , ci z PSL z reguły wstrzymali się od głosu), ani – jak się okazało 24 lutego – większość, bo na szczęście nie wszyscy , członków Trybunału. I pamiętam wyrażone publicznie zadowolenie Donalda Tuska z uznania przez wysokich sędziów zgodności tej haniebnej przecież ustawy z Konstytucją.
Jak więc zrozumieć ten paradoks* ?
Marcel Tabor
*paradoks - zdanie, którego założenia są możliwe do spełnienia, a wnioski z nich wyciągnięte są wzajemnie sprzeczne (z Nonsensopedii).
Przeczytałem znakomity wywiad Janiny Paradowskiej z prof. Bohdanem Zdziennickim, kończącym niebawem kadencję prezesa Trybunału Konstytucyjnego ("Polityka" nr 47 z 20 listopada 2010 r.). Profesor odnosi się w nim do kwestii nurtujących wielotysięczną rzeszę byłych funkcjonariuszy służb bezpieczeństwa państwa (w tym milicjantów), którym obcięto emerytury i którzy walczą (raczej bez powodzenia) o ich przywrócenie w Sądzie Okręgowym w Warszawie.
Jak wiadomo, prof. Zdziennicki był autorem jednego z 5 zdań odrębnych (bodaj najobszerniejszego i ujmującego sprawę kompleksowo) do orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego w sprawie ustawy "dezubekizacyjnej" z 24 lutego br. I co pisze o zdaniach odrębnych sędziów ?
"Cenię zdania odrębne, napisałem ich chyba najwięcej i uważam, że są one równie ważne jak orzeczenia. Może się przecież w przyszłości zdarzyć, że właśnie uzasadnienie zdania odrębnego okaże się trafne i będzie stanowić argument w orzekaniu ..."
Z przykrością muszę stwierdzić, że stołeczny Sąd Okręgowy – Wydział Ubezpieczeń Społecznych – jak dotychczas – nie podzielił tej wizji profesora, cały czas kierując się, jako rzekomo niewzruszalnym, końcowym, większościowym werdyktem Trybunału Konstytucyjnego.
"My naprawdę działamy w bardzo trudnym okresie – ciągle rozliczamy sprawy z przeszłości, z którymi politycy sobie nie radzą – uskarża się prezes Trybunału. – Mówi się lex retro non agit, prawo wstecz nie działa, tymczasem ono często agit (działa – MT). Może pani z moich zdań odrębnych wywnioskować, co sądzę o całym ustawodawstwie, które rozlicza przeszłość, i to nie tylko z powodu popełnionych przestępstw."
A przecież tak właśnie rozliczono (za przeszłość i za niepopełnione przestępstwa) w ustawie dezubekizacyjnej z 23 stycznia 2009 r. emerytów, służących niegdyś w organach, które zaliczono według zupełnie niejasnych, tylko wyłącznie odwetowych kryteriów, do organów bezpieczeństwa państwa PRL.
Bohdan Zdziennicki wskazuje jednak na polityków, którzy przysparzają kłopotów Trybunałowi Konstytucyjnemu. W przypadku ustawy dezubekizacyjnej byli to - jak wiadomo – posłowie przepojonej miłością do wszystkiego, co żywe, Platformy Obywatelskiej.
"Nie zawsze jednak nasze wcześniejsze orzeczenia (chodzi w tym przypadku zapewne o druzgocącą ocenę ustawy lustracyjnej dokonaną przez TK w 2007 r. – MT) wystarczająco wpływają na bieżące ustawodawstwo. Podam przykład emerytur służb specjalnych PRL. Czy można ludzi karać odbieraniem części emerytury bez uznania ich za winnych jakiegokolwiek przestępstwa ?"
"Trybunał orzekł, że można" – wtrąca red. Paradowska.
"Przy 5 zdaniach odrębnych, – przypomina profesor – dlatego m.in. wcześniej tak bardzo podkreślałem wagę zdań odrębnych. Ja uważam, że nie można, że to jest złamanie określonych zasad i reguł konstytucyjnych".
Janina Paradowska kończy ten wątek bardzo zdecydowanie – "(…) Trybunał zachował się partyjnie, a autorem najbardziej płomiennej publicystyki politycznej, wygłoszonej przy tej okazji, był kandydat na pana następcę – prof. Andrzej Rzepliński".
Przypomnę, że temu uczonemu poświęciłem felieton pt. "Wszystkim od nich wara !", który ośmieliła się zamieścić na swojej stronie redakcja Związku Byłych Funkcjonariuszy Służb Ochrony Państwa i – ostatnio – "Biuletyn Informacyjny" Stowarzyszenia Emerytów i Rencistów Policyjnych.
Marcel Tabor
ps:. A może argumenty prezesa Trybunału Konstytucyjnego weźmie pod rozwagę Sąd Apelacyjny ?
Platforma Obywatelska w dalszym ciągu głosi – ustami niektórych przedstawicieli rządu (m.in. wpływowy minister Michał Boni) – o konieczności włączenia żołnierzy zawodowych i funkcjonariuszy 10 służb mundurowych do powszechnego systemu emerytalnego. Ma przy tym gorące poparcie niektórych mediów, z "Gazetą Wyborczą" na czele, która po doktrynersku na wszelkie sposoby próbuje uzasadnić tę operację. Wprawdzie w liście, który w czasie kampanii wyborczej otrzymał indywidualnie każdy funkcjonariusz, premier Donald Tusk uspokajał, że reforma nie dotknie nikogo pozostającego obecnie w służbie, lecz jedynie tych, którzy w przyszłości podejmą pracę w tych formacjach, ale problem pozostaje. Zwłaszcza, że koncepcji szefa rządu i PO (przy wymownym milczeniu miłośnika wojska prezydenta Bronisława Komorowskiego) nie podzielają inni politycy.
W trakcie kampanii wyborczej na urząd prezydenta RP Jarosław Kaczyński spotkał się m.in. z polskimi przedsiębiorcami. Jednym z uczestników tego spotkania był Jeremi Mordasewicz z Polskiej Konfederacji Pracodawców "Lewiatan", który zapytał kandydata o jego pogląd w kwestii likwidacji odrębnego systemu emerytalnego służb mundurowych. Kaczyński odpowiedział, że "wspólnym interesem wszystkich, którzy dobrze życzą naszemu krajowi jest utrzymanie równowagi społecznej", a propozycje przedstawione przez Mordasewicza (oczywiście za pomysłem rządowym PO, włączenia mundurowych do powszechnego systemu emerytalnego) "mogłyby tę równowagę zachwiać".
Kandydat PiS nie ukrywał, że system emerytalny służb mundurowych jest drogi, ale "dzięki kemu te służby mogą funkcjonować przy - uczciwie mówiąc - niskich płacach. Gdybyśmy to zabrali - mówił – to obawiam się, że służby mundurowe w bardzo krótkim czasie zostałyby radykalnie zredukowane, a i tak nie są wielkie. To kwestia: coś za coś. Likwidacja przywilejów emerytalnych w służbach mundurowych oznaczałaby , że należy podnieść płace".
Jarosław Kaczyński wypowiedział się podobnie w Bydgoszczy, kierując swoje słowa tym razem do wojskowych i podkreślając, że nie będzie jego zgody na zrównanie ich praw emerytalnych z systemem powszechnym, opartym na Funduszu Ubezpieczeń Społecznych. Stanowisko to jest tożsame z poglądem ś.p. prezydenta Lecha Kaczyńskiego, który zapowiedział, że nie podpisze ustawy zmieniającej system emerytalny żołnierzy i funkcjonariuszy służb mundurowych w kierunku przygotowanym przez przedstawicieli rządu.
Podobnie sądzi Grzegorz Napieralski. W dokumencie "Polityka społeczna", będącym fragmentem programu wyborczego, lider SLD podpisał się pod takim oto wywodem:
"Jedno możemy obiecać na pewno – nie będzie zmiany reguł wobec tych, z którymi państwo zawarło umowę społeczną: będziesz pracował tyle i tyle lat, dostaniesz taką i taką emeryturę, która, by nie stracić swojej wartości, będzie co roku waloryzowana.
Będziesz służył państwu jako jego funkcjonariusz, możesz być pewny swego losu na starość. Państwo namówiło cię na wcześniejszą emeryturę – nie będziemy przy niej majstrować. Emerytura i dotrzymywanie umów społecznych przez państwo, to niezbywalne prawa obywatelskie".
W trakcie kampanii prezydenckiej przewodniczący Klubu Lewicy poseł Grzegorz Napieralski i wiceprzewodniczący sejmowej Komisji Administracji i Spraw Wewnętrznych poseł Stanisław Wziątek spotkali się z członkami Prezydium Federacji Związków Zawodowych Służb Mundurowych (związkowcy z Policji, Straży Granicznej, Służby Więziennej i Państwowej Straży Pożarnej). W trakcie tego spotkania lider SLD stwierdził , co zawarto w komunikacie, że "zdecydowanie podtrzymuje stanowisko, przeciwko zmianie systemu zaopatrzenia emerytalnego, likwidacji świadczeń i należności z tytułu służby".
Występując przed słuchaczami Radia RMF FM, na pytanie: "Czy zgodzi się Pan na objęcie powszechnym systemem emerytalnym służb mundurowych ?", Grzegorz Napieralski powiedział zdecydowanie: "Nie, nie zgodzę się. Nie ma chyba państwa, które nie stosowałoby szczególnych rozwiązań dotyczących systemu emerytalnego dla służb mundurowych. Jak powinien on wyglądać, to kwestia ewentualnej dyskusji i osiągnięcia porozumienia przede wszystkim z przedstawicielami tych służb, w szczególności ze związkami zawodowymi".
Warto zauważyć, że w samej koalicji rządzącej nie ma w tej sprawie jednomyślności. Zarówno wicepremier Waldemar Pawlak (m.in. w liście skierowanym w trakcie kampanii wyborczej do Federacji Związków Zawodowych Służb Mundurowych), jak i minister pracy i polityki społecznej Jolanta Fedak opowiedzieli się wyraźnie za pozostawieniem wyodrębnionego systemu emerytalnego żołnierzy zawodowych i służb mundurowych. Jolanta Fedak stwierdziła nawet, że "bardzo trudne, a właściwie niemożliwe" jest włączenie służb mundurowych do powszechnego systemu emerytalnego. Jej zdaniem byłoby to "rujnujące dla budżetu państwa".
Dlaczego rujnujące? Na ten temat wypowiedział się w sierpniu br. jasno przewodniczący ZG NSZZ Policjantów Antoni Duda w wywiadzie dla portalu internetowego związkowiec.info. "Autorzy rządowego projektu nie zdają sobie sprawy z olbrzymich kosztów jego realizacji. Konieczna byłaby zmiana statusu służby na umowę o pracę(…) W służbie nie ma ewidencji czasu pracy ani godzin nadliczbowych". Przewodniczący związku wyciągnął więc wniosek, że należałoby znacznie zwiększyć liczebnie każdą ze służb, co wiązałoby się z odpowiednimi kosztami. "Dodam – powiedział – że przy wprowadzeniu systemu powszechnego trzeba byłoby przekazać z budżetu Policji na konta OFE (Otwarte Fundusze Emerytalne – MT) olbrzymie kwoty, liczone w miliardach złotych".
Zapowiedź zmiany systemu emerytalnego służb mundurowych łączy się niejako z dokonaną w bieżącym roku "rewolucją" w emeryturach byłych "funkcjonariuszy organów bezpieczeństwa państwa PRL". Obydwu "reformom" towarzyszy bowiem swoisty dla PO rodzaj beztroskiego traktowania rzeczywistości.
W przygotowanym na przełomie lat 2008-2009 i opublikowanym w roku ubiegłym "Programie Prawa i Sprawiedliwości" pt. "Polska nowoczesna, solidarna, bezpieczna" napisano m.in., że w kraju: "Mamy do czynienia (…) z kontynuacją stosunków sprzed afery Rywina, jedynie z korektami, które po niemal 20 latach od upadku komunizmu nie mają już istotnego znaczenia. Przykładem takich korekt może być sprawa obniżenia emerytur b. funkcjonariuszy SB. Obniżka ta nie będzie stanowić żadnej dolegliwości dla tych byłych esbeków, którzy mają znaczące wpływy w gospodarce, polityce, samorządach i mediach, z tymi natomiast, którzy takich wpływów nie mają i naprawdę żyją z emerytur, PO już nie musi się liczyć". Reklamujący się w obydwu rundach wyborów na prezydenta jako człowiek głębokich przewartościowań, niemal wielbiciel Edwarda Gierka i bliski Józefa Oleksego, Jarosław Kaczyński nie dokonał jednak nie tylko wyraźnego, ale żadnego potępienia kojarzącej się z IV RP ustawy "deesbekizacyjnej", która pozbawiła znacznej części emerytur 40 tysięcy byłych funkcjonariuszy "organów bezpieczeństwa państwa PRL", w tym także szeregowych milicjantów.
I nie mógł tego zrobić. Przecież PO ustawą z 23 stycznia 2009 r. wykonała tylko plan PiS z 2007r., kiedy podobna z ducha i treści ustawa deesbekizacyjna nie weszła w życie jedynie dzięki nagłemu załamaniu się "IV Rzeczypospolitej".
W osławionym "wyborczym" liście do żołnierzy i funkcjonariuszy służb mundurowych, rozdawanym w niektórych jednostkach za pokwitowaniem, premier Donald Tusk napisał: "Przestrzegam zasady praw nabytych". Jakoś nie doświadczyły tego na sobie te osoby, które z woli PO pozbawiono części wypracowanych emerytur...
Informacja z posiedzenia Sejmowej Komisji Administracji i Spraw Wewnętrznych z dnia 26.10.2010, poświęcona rozpatrzeniu projektu ustawy budżetowej na rok 2011 (druk nr 3429) w zakresie m.in. części budżetowej 42 – sprawy wewnętrzne. W obradach komisji uczestniczyli:
Dane dotyczące części budżetowej 42 zaprezentował podsekretarz stanu w MSWiA Zbigniew Sosnowski. Poinformował on, że projekt ustawy budżetowej na rok 2011 przewiduje w tej części wydatki w kwocie ponad 17 mld złotych, co stanowi o ponad 1 mld więcej niż w roku 2010 (nominalnie więcej o 6,9 %). W dziale 754 (bezpieczeństwo publiczne i ochrona przeciwpożarowa) zaplanowano wydatki z budżetu państwa w kwocie 9 mld 764 mln 599 tys. złotych, co w porównaniu z ustawą budżetową na rok 2010 daje wzrost nominalny o 2,9 % i wzrost realny o 0,6 %. Nakłady planowane w 2011 roku na Policję mają wynieść 8 mld 204 mln 693 tys. złotych, co w porównaniu z tegoroczną ustawą budżetową daje wzrost nominalny o 4 % i realny o 1,7 %. Etaty funkcjonariuszy w jednostkach organizacyjnych Policji ustalono w liczbie 102.309, tj. na poziomie roku bieżącego.
Planowane przeciętne miesięczne uposażenie policjantów ma wynieść 2011 w roku 4.036 złotych (2,65 x 1523,29), a zatem według założeń w porównaniu z rokiem 2010 nie ulegnie zmianie.
Przeciętne uposażenie funkcjonariuszy Państwowej Straży Pożarnej ma wynieść w 2011 roku 3.945 zł,
a przeciętne uposażenie funkcjonariuszy Straży Granicznej – 4.067 zł.
Po zreferowaniu zaprezentowanych danych wiceminister Sosnowski złożył wniosek o przyjęcie budżetu w przedstawionych wielkościach. Koreferujący to zagadnienie poseł Edward Siarka zwrócił uwagę na trudną sytuację służb mundurowych w zakresie inwestycji (dotyczy to w szczególności PSP). Na rok 2011 w budżecie PSP przewidziano kwotę 100 mln złotych na wypłatę ekwiwalentu za nadgodziny dla strażaków, po przyjęciu zmian w ustawie o PSP. Dyrektor Budzeń poinformował, że w roku 2011 emerytury i renty z ZER MSWiA będzie pobierać 188.600 świadczeniobiorców, tzn. o 4.400 więcej niż w roku bieżącym. Przeciętne świadczenie emerytalno – rentowe wyniesie w 2011 roku 2.816 zł wobec 2.686 zł w roku 2010.
Podczas obrad komisji występujący jako poseł niezrzeszony Ludwik Dorn złożył projekt poprawki do części tekstowej ustawy budżetowej, skutkującej waloryzacją inflacyjną uposażeń żołnierzy i funkcjonariuszy. Uzasadniając poprawkę poseł podkreślił, iż w przypadku jej nieprzyjęcia rok 2011 może być trzecim z rzędu rokiem bez wzrostu inflacyjnego kwoty bazowej dla żołnierzy i funkcjonariuszy. Zwrócił uwagę, że równocześnie w roku 2010 nastąpił wzrost wynagrodzeń w gospodarce o 4,5 %, a w roku przyszłym wzrost ten ma wynieść 3,7 %, ponadto podwyżkę płac o 7 % otrzymają nauczyciele.
Jego zdaniem inna jest sytuacja, gdy wszyscy "zaciskają pasa po równo", tymczasem w tym przypadku państwo mówi swoim służbom: "Wy jesteście gorsi niż inni", co nie jest dobre. Przypomniał, że złożona w dniu 22 września petycja związków zawodowych wnosiła jedynie o inflacyjny wzrost uposażeń, co znajduje swoje odzwierciedlenie również w poprawce. Kończąc poseł Dorn zaapelował o przyjęcie poprawki, dodając również, że poseł Łuczak z PSL upoważnił go do poinformowania komisji o swoim poparciu dla poprawki, "co zmienia jej status ontologiczno – polityczny". Zapytany o stanowisko MSWiA wiceminister Sosnowski stwierdził, że nie ma upoważnień, by odnosić się do zgłoszonej poprawki i że przedstawił projekt budżetu przyjęty przez rząd.
W późniejszym głosowaniu na forum komisji stosunkiem głosów 8:13 poprawka ta nie została przyjęta jako stanowisko KAiSW.
W dyskusji na forum komisji zabierali głos m.in. przedstawiciele NSZZ Funkcjonariuszy Straży Granicznej, informując o bardzo trudnej sytuacji budżetu SG oraz problemach z wypłatą nagród i świadczeń ustawowych. Z kolei Krzysztof Kośla z ZZPCMSWiA poinformował, iż średnia płaca pracownika cywilnego MSWiA wynosi obecnie 2.280 zł netto "niewiele różni się od zasiłku". Jesteśmy na ostatnim miejscu, jeśli chodzi o płace w budżetówce” - stwierdził reprezentant ZZPC MSWiA Tomasz Krzemieński.
W kilkunastu punktach prezentujemy Państwu stanowisko ZG ZEiR Pożarnictwa,
które tak naprawdę dotyczy wszystkich służb mundurowych.
Materia, którą mam przedstawić jest niesłychanie dla nas ważna i rzutuje w zasadniczym stopniu na nasz status i warunki egzystencji. Jest to problematyka którą jesteśmy żywotnie zainteresowani. Każdy z tu obecnych ma o tej materii szeroką własną wiedzę, a istota problemu polega na tym, że mówimy o tym między sobą, mamy różne opory co do walki o nasze dobro i naszych kolegów, a czynnikiem wyhamowującym nasze działania – każdy w swojej sprawie – jest obawa o bezsensowność tych starań, niechęć do walki o to w naszych sądach, złożoność problemu i poczucie braku swojej dostatecznej wiedzy w tej walce z profesjonalnymi prawnikami, którzy przede wszystkim powinni stać na straży konstytucyjnej praworządności i sprawiedliwości, a wreszcie koszty które będziemy musieli ponieść za te nasze działania jak: sąd, pokrycie kosztów obsługi prawnej – zastępstwa procesowego, koszty podróży, hotelu itp. Z tych to powodów chciałbym przedstawić tylko niektóre kluczowe zagadnienia z tej materii:
Wzrosną renty i emerytury: Budżet w 2011 r.
Wskaźnik waloryzacji – który wyniesie około 102,2 proc. – uwzględni średnioroczny wskaźnik cen towarów i usług z 2010 roku (około 2 proc.) oraz 20 proc. realnego wzrostu średniej płacy (można szacować, że cały wzrost wyniesie blisko 1 proc.). Osoba otrzymująca przeciętną emeryturę z ZUS, wynoszącą obecnie 1708 zł, od marca będzie otrzymywać o blisko 40 zł więcej. Wzrosną także świadczenia z KRUS oraz wypłacane emerytom zatrudnionym wcześniej w tzw. Służbach mundurowych.
Rząd zamroził wskaźnik wzrostu płac w sferze budżetowej. W efekcie m.in. 120 tys. pracowników i urzędników służby cywilnej w przyszłym roku nie otrzyma podwyżek. Dotyczy to m.in. osób zatrudnionych w urzędach skarbowych, wojewódzkich i ministerstwach.
Zamrożenie wskaźnika będzie miało także skutki dla płac w służbach mundurowych. 98 tys. policjantów nadal więc będzie średnio zarabiać 4 tys. zł. Nie będzie też podwyżek dla 100 tys. żołnierzy.
Nie ma też jasności, jak będą kształtować się płace blisko 600 tys. nauczycieli w przyszłym roku. Od poniedziałku ruszają negocjacje rządu ze związkami. Jest jednak całkiem prawdopodobne, że rząd dotrzyma obietnic z września ubiegłego roku, według których w 2011 r. mają nastąpić dwie podwyżki po 5 proc. – w styczniu i we wrześniu. W efekcie kwota bazowa, służąca do wyliczania pensji nauczycieli, wzrosłaby z 2446,82 zł do 2569,16 zł w styczniu, a potem, we wrześniu, do 2697,61 zł.
Wzrosną wydatki na pomoc społeczną. Od października będą obowiązywać wyższe progi dochodowe uprawniające do świadczeń z pomocy społecznej. Będą wynosić 546 zł dla osoby samotnie gospodarującej (wzrost o 69 zł) oraz 415 zł dla osoby w rodzinie (wzrost o 64 zł). Wyższe też będą świadczenia – m.in. zasiłek stały.
Resort pracy szacuje, że liczba osób korzystających z zasiłku stałego może wzrosnąć o blisko 10 tys. osób. Obecnie otrzymuje je 187 tys. Z kolei liczba osób otrzymujących zasiłki okresowe może wzrosnąć z 460 tys. do 570 tys. osób.
Wczoraj rząd przedstawił projekt ustawy w Sejmie. "Przyjęto, iż wskaźnik waloryzacji wyniesie nie mniej niż średnioroczny wskaźnik cen i towarów konsumpcyjnych w 2010 roku w stosunku do 2009 roku, zwiększony o 20 proc. realnego wzrostu przeciętnego wynagrodzenia w 2010 roku w stosunku do 2009 roku" - napisano w projekcie. Co to oznacza dla emerytów i rencistów. A no że od marca otrzymają świadczenia wyższe o 2,7 proc.
Na jakie podwyżki dokładnie mogą zatem liczyć seniorzy? Pobierający najniższe świadczenia w wysokości 616,72 zł otrzymają od marca 632,08 zł. Podwyżka jest więc symboliczna (15,36 zł). Dość powiedzieć, że niższa od ubiegłorocznej o 10 zł. Warto jednak pamiętać, że renty i emerytury wzrosły w ubiegłym roku o 4,62 proc.
Jak widać, rząd rakiem wycofał się z kwotowej waloryzacji świadczeń, której niedawna propozycja wywołała spore zamieszanie wśród ekspertów, pracodawców i samych zainteresowanych. W myśl tej propozycji renty i emerytury wzrastałyby o określoną kwotę równą dla wszystkich uprawnionych do pobierania świadczeń.
Zdaniem przedstawicieli rządu prowadziłoby to do wyrównywania dysproporcji w wypłacanych świadczeniach. Dzisiaj emeryci, którzy dostają wyższe emerytury, dostają większe podwyżki. W efekcie ci, którym ZUS wypłaca najniższe świadczenia, wzbogacą się o 20-30 zł, a ci, którzy wypracowali kilkutysięczne świadczenie, otrzymują nawet 100-200 zł więcej. Przy uwzględnieniu tegorocznej waloryzacji pobierający 1015 zł, zyska 26,50 zł, 1500 zł - 39,20, a 2024,50 - 53,20.
Przeciwko kwotowym waloryzacjom natychmiast wystąpili pracodawcy. Ich zdaniem takie rozwiązanie byłoby niesprawiedliwe społecznie i niezgodne z ustawą zasadniczą.
"PKPP Lewiatan dostrzega problem osób, które otrzymują niskie emerytury, często w minimalnej wysokości. Nowe zasady waloryzacji świadczeń budzą jednak wątpliwości. Skorzystają na nich jedynie osoby pobierające niskie emerytury, pokrzywdzeni mogą się poczuć ci, którzy dzięki wysokim kwalifikacjom i cięższej od innych pracy dostają wysokie świadczenia. Propozycja waloryzacji kwotowej może być niezgodna z Konstytucją RP" - alarmuje PKPP Lewiatan. W rezultacie rząd, któremu coraz gorzej układa się z przedsiębiorcami, nie zdecydował się na rewolucję, a na minimalne - wręcz symboliczne - podwyżki.
Rząd szuka oszczędności. Gdzie? W kieszeniach starszych Polaków, którzy pobierają emerytury i równocześnie pracują na etacie. W przyszłym roku, jeśli będą chcieli dostawać pieniądze z ZUS, będą musieli zwolnić się z pracy. Są jednak seniorzy, których ten przepis nie będzie dotyczył. Kto to taki? To posłowie i senatorowie, którzy nadal będą mogli łączyć mandat z emeryturą. Czy tak ma wyglądać walka z przywilejami?
Już za rok emerytów czeka rewolucja. Każdy, kto będzie chciał dostawać z Zakładu Ubezpieczeń Społecznych pieniądze, najpierw będzie musiał rozwiązać umowę z dotychczasowym pracodawcą. ZUS poinformuje go o tym w specjalnym piśmie. Senior na odejście z pracy i poinformowanie o tym urzędników ZUS będzie miał czas do 1 października. Następnego dnia będzie mógł na nowo się zatrudnić, pytanie jest tylko jedno: czy szef z powrotem takiego pracownika przyjmie do pracy? O to może być trudno...
A co z osobami, które nie zrezygnują z etatu? Litości nie będzie. Od 1 października 2011 roku ZUS wstrzyma im wypłaty emerytur. I Ministerstwo Pracy kierowane przez Jolantę Fedak (50 l.) po cichu liczy, że seniorzy wybiorą wyższe pensje od niższych świadczeń wypłacanych przez ZUS. Z szacunków resortu wynika, że w ten sposób państwo na emeryturach zaoszczędzić może – uwaga – nawet 700 milionów złotych rocznie.
Zmiany mają dotyczyć wszystkich emerytów? Nie – bo ominą parlamentarzystów, którzy jak teraz będą mogli dostać uposażenie i emerytury. Tak wynika z projektu, w którym urzędnicy resortu pracy nawet nie zająknęli się o posłach czy senatorach. – Nie jesteśmy dysponentami ustawy dotyczącej wykonywania mandatu posła i senatora. Nie możemy dokonywać tam zmian – tłumaczy Bożena Diaby, rzecznik Ministerstwa Pracy. I dodaje: – To wszystko rozstrzygnie się więc w Sejmie. Parlamentarzyści będą więc musieli sami odebrać sobie prawo do emerytury. A z tym może być raczej ciężko, skoro sami rok temu przyznali sobie ten przywilej.
np.:
Kazimierz Kutz (81 l.) poseł niezrzeszony oprócz 12,5 tysiąca złotych pensji co miesiąc w zeszłym roku zainkasował 56 tysięcy złotych emerytury za lata pracy jako reżyser i twórca. ZUS wypłacił mu to świadczenie, dzięki temu, że Sejm rok temu zgodził się, by posłowie mogli łączyć mandat z emeryturą
Anna Bańkowska (64 l.) posłanka SLD i ona co miesiąc dostaje 12,5 tysiąca złotych poselskiej pensji. Oprócz tego ZUS wypłaca jej emeryturę. W zeszłym roku dostała niemal 9,8 tysiąca złotych. W latach 1995-98 była prezesem ZUS.
| Strona: | 1 | 2 |